79. Przedpremierowo: "Giń" – Hanna Winter


Tytuł oryginalny: Stirb
Tłumaczenie: Urszula Płóciennik
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: premiera 1.10.2012r
Oprawa: miękka
Ilość stron: 400
ISBN: 978-83-7574-778-2

Od zawsze chętnie sięgam po wszelkiego typu kryminały bądź thrillery. Kiedy tylko na stronie wydawnictwa Fabryka Słów zauważyłam zapowiedź książki „Giń” oraz przeczytałam opis historii w niej zawartej, od razu wiedziałam, że tę książkę z chęcią bym przeczytała. Spojrzałam na autorkę utworu, ale jej nazwisko zupełnie nic mi nie mówiło. Poszperałam jednak nieco w sieci i dowiedziałam się, iż urodziła się we Frankfurcie nad Menem, gdzie skończyła dziennikarskie studia, a następnie podjęła pracę na stanowisku redaktorki. Dała się poznać czytelnikom oddając w ich ręce pierwszą napisaną przez siebie książkę „Ślady dzieci”. Dzieło to bardzo szybko zawędrowało na listy bestsellerów. Obecnie pani Winter mieszka w Berlinie, gdzie oddaje się swemu powołaniu – pisarstwu. Za sprawą Syndykatu Zbrodni w Bibliotece oraz uprzejmości wydawnictwa Fabryka Słów w moje ręce przedpremierowo trafił egzemplarz recenzencki najnowszej powieści autorki – „Giń”. Nie muszę chyba wspominać, jak bardzo byłam zadowolona, że upatrzona wcześniej książka trafiła właśnie do mnie. Czy najnowsze dzieło pani Hanny Winter przypadło mi do gustu? O tym już za chwileczkę.

„Udając, że walczy o życie, objął smukłą talię kobiety lewą ręką, jakby chciał się wesprzeć. Prawą dźgnął błyskawicznie. Jeden raz. Drugi. Prosto w brzuch. I zanim się spostrzegła, zaciągnął ją do busa…”[z okładki]

Lara Simons to młoda kobieta, matka sześcioletniej Emmy, którą wychowuje samotnie, gdyż nie ułożyło jej się małżeństwo z Rafałem. Właśnie przygotowuje się do otwarcia własnej kafejki, o czym marzyła od bardzo dawna. Wpierana przez przyjaciela – Torbena Landsberga, dopina wszystko na ostatni guzik. W dniu otwarcia w kafejce pojawiło się wiele osób z upominkami i życzeniami powodzenia dla naszej bohaterki. Od Torbena otrzymała paralizator – tak w razie czego, nigdy przecież nie wiadomo, na jakiego typa można się natknąć w takim miejscu, zwłaszcza wieczorami. W końcu goście rozchodzą się i Lara może zamknąć swój lokal. Torben proponuje przyjaciółce, że odprowadzi ją do mieszkania. Ta jednak odmawia, gdyż niedaleko zaparkowała swój samochód. Zostaje sama. Nie od razu zauważa, że w jej samochodzie przebito oponę. Ledwo zdążyła pomyśleć o taksówce, kiedy akurat ta wyjechała na ulicę. Lara była pewna, że dopisało jej szczęście. Nie mogła zdawać sobie sprawy, jak bardzo się myliła… Siedząc na miejscu pasażera obok kierowcy zauważa, że coś tu nie gra. Nie widzi twarzy kierowcy skrytej pod baseballową czapką. Poza tym mężczyzna nie jedzie pod wskazany adres, tylko kieruje się w boczną ciemną uliczkę. Instynkt podpowiadał jej, że musi natychmiast stamtąd uciekać. Tylko jak? Blokada w samochodzie uniemożliwia jej otwarcie drzwi. Spanikowana przypomina sobie o paralizatorze od Torbena, który wrzuciła do torebki. W momencie, w którym kierowca zaatakował kobietę nożem, Lara poraża go paralizatorem, a ten w ostatnim odruchu głęboko rani bohaterkę w ramię. Nieco wyżej… i nie miałaby żadnych szans. Udaje jej się uciec i jest pewna, że wszystko się skończyło, że najgorsze już za nią – nie jest ofiarą, przecież uciekła. Funkcjonariusze policji, którzy się u niej zjawili, aby spisać zeznania informują ją, że uciekła Wypruwaczowi – bezwzględnemu seryjnemu mordercy, który od kilku dziesięcioleci bezlitośnie torturuje i morduje kobiety. Lara początkowo bagatelizuje sprawę. Jednak zniszczona kawiarnia, groźba napisana na ścianie, napad na bliskie jej osoby… to sprawia, że kobieta przystaje na propozycję policji, aby objęto ją programem ochrony świadków. Z dnia na dzień zmienia tożsamość, zostawia swoje dawne życie za sobą i wraz z córką przeprowadza się do Rügen. Wierzy, że udało im się uciec przed koszmarem. Mija sześć lat… czy to możliwe, że morderca ją wytropił? Czy jej oraz Emmie grozi niebezpieczeństwo?…

„Ty nie mordujesz na tle seksualnym. Dlatego przy innych ofiarach również nie znaleziono śladów spermy ani lateksu. Ty po prostu bawisz się strachem swoich ofiar. Twoja nienawiść wykracza daleko poza aspekt seksualny.” [s.51]
„Wszystkie ofiary miały około trzydziestki, drobną budowę, maksymalnie metr pięćdziesiąt pięć wzrostu i półdługie kasztanowe włosy.” [s.41]

Nad Berlinem zawisło widmo strachu. Od trzydziestu lat policja odnajduje zmasakrowane ciała młodych kobiet, które zostały w bestialski sposób potraktowane przed śmiercią, a następnie brutalnie zamordowane. Morderca zdaje się postępować wg stałego schematu dokładnie wybierając kolejne ofiary i planując szczegółowo każdy swój krok, zanim je dopadnie. Napawa się strachem. Zabija nożem do wykrawania. Swego czasu w Londynie grasował inny seryjny morderca, którego ofiarami również padały młode kobiety. Tamtemu nadano miano Kuby Rozpruwacza. Naszego berlińskiego mordercę nazwano prościej – Wykrawacz. Co sprawiło, że zaczął mordować? I dlaczego zabija kobiety odpowiadające określonemu wizerunkowi? Czyżby jakaś trauma z dzieciństwa? Ponoć każdego seryjnego mordercę w młodości spotkało coś traumatycznego, co pozostawiło trwałe skutki w jego psychice. Być może w przypadku Wykrawacza było podobnie? Zdaje się, że w rozwiązaniu tej zagadki może pomóc sama Lara… choć kobieta nie jest tego zupełnie świadoma.

Historia stworzona przez autorkę pozwoliła mi spędzić kilka godzin przy lekturze, w czasie której starałam się dojść do rozwiązania tej zagadki. Przyznaję, że końcówka mnie zaskoczyła. Typowałam zupełnie kogoś innego do roli Wykrawacza, choć przyznaję, że o osobie, która okazała się faktycznym mordercą, również pomyślałam. Jednak czegoś mi zabrakło… Miałam poczuć grozę „NIE WYCHODŹ NA ULICĘ ALBO GIŃ! ŚMIERĆ WŁAŚNIE ZBIERA SWOJE ŻNIWA!” [okładka] i co? Za nic tego nie odczułam. Owszem mamy mordercę, kolejne ofiary oraz matkę z córką, które za wszelką cenę starają się uciec przed przeszłością. Ale… czułam niedosyt podczas czytania. Stanowczo za mało tych ofiar, jak na seryjnego mordercę. Zabrakło mi jakichś szczegółów z przebiegu kolejnych zabójstw. W każdym przypadku mamy uderzenie nożem bądź podcięcie gardła. A gdzie te tortury i wszystkie okropności, które miały spotykać ofiary przed śmiercią? Dla mnie stanowczo za mało. Do tego bohaterowie są mało ciekawi, jacyś tacy nie do końca dopieszczeni.

Do języka oraz samej korekty przyczepić się nie mogę, gdyż czytałam egzemplarz recenzencki, który jeszcze nie przeszedł ostatecznej korekty i łamania. Mam nadzieję, że w dniu premiery książki wszelkie błędy stylistyczne – przekręcane nazwiska, zwyczajne literówki, błędne odmiany zostaną poprawione, dzięki czemu czytelnicy otrzymają dzieło, które nie będzie ich raziło w trakcie lektury.

Podsumowując najnowsza powieść Hanny Winter to dobra lektura na jeden – dwa wieczory. Jednak w fotel nie wbija. Nie czyta się jej w pełnym napięciu oraz z wypiekami na twarzy. Nie czuć buzującej adrenaliny, kiedy śledzimy kolejne wydarzenia. Książkę czyta się szybko i bez większych problemów. Równie szybko niestety całą tę historię się zapomina. Dla fanów gatunku z pewnością będzie to okazja do poznania kolejnej historii poszukiwanego od lat sadysty, jego ofiar oraz starań służb policyjnych w celu ujęcia go. Bynajmniej nie znajdą tutaj niczego nowego, czego nie spotkaliby w innych książkach z tego gatunku. Osoby, które dotąd nie sięgały po tego typu powieści, niech lepiej zaczną swą przygodę z kryminałami od innego tytułu – bardziej znanego i docenionego, żeby nie zraziły się do gatunku jako takiego. Nie mówię bynajmniej, że książka jest zła. Nie. To dobra pozycja, jednak w moich oczach trochę zabrakło jej dopracowania.

Moja ocena: 4/6
Za możliwość przeczytania książki dziękuję

0Shares