7. "Cappuccino" Mariella Righini

Tytuł oryginalny: Cappuccino
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2001
Tłumaczenie: Ewa Cieplińska
Stron: 207
ISBN: 83-7311-035-6
Oprawa: twarda
Półka: posiadam
Moja ocena: 3/6

Przeczytana: 21.03.2012r

Każdego piątkowego poranka w paryskiej kawiarence o wymownej nazwie „Cappuccino” spotykają się ze sobą cztery paryżanki, wieloletnie przyjaciółki, kobiety dojrzałe – w wieku 40+VAT, które podczas wspólnego spotkania przy filiżance wyśmienitej kawy relacjonują sobie nawzajem przebieg wydarzeń minionego tygodnia. Rozmawiają ze sobą bez najmniejszego skrępowania, na wszystkie możliwe tematy, często bezwstydnie obnażając sekrety z ich alkowy. „Kult nagiej prawdy, uwielbienie bezwstydnej szczerości – to dla nich normalna praktyka”Z najdrobniejszymi szczegółami opowiadają o swoich sukcesach i porażkach, zarówno w sferze zawodowej jak i miłosnej.

I tak poznajemy Sylvanę, pianistkę, która tkwi od wielu już lat w destrukcyjnym związku z jej narzeczonym Lareuntem – niespełnionym pisarzem, który swoje niepowodzenia zawodowe nałogowo ucisza alkoholem. Drugą naszą bohaterką jest Ukrainka – Ilona, lektorka języka rosyjskiego, która w wolnym czasie zajmuje się wróżeniem z kart – stawia tarota swoim przyjaciółkom, jak i sobie, aby dowiedzieć się, co też niesie przyszłość. U boku dotychczasowego partnera – Armela, nie czuje się dobrze, nie zapewnia on dostatniego bytu zarówno Ilonie jak i jej dwóm córkom, Melodie i Serenade. Trzecią z kobiet jest Diane, aktorka i scenarzystka, będąca w udanym związku z Borysem, łącząca swoje sprawy zawodowe jak i sercowe z odległą Brazylią, która ją doszczętnie zafascynowała – gdzie w latach jej młodości przeżyła burzliwy romans z pewnym Brazylijczykiem. Mieszanki wybuchowej dopełnia najmłodsza z kobiet, rzeczniczka prasowa wielkiego domu mody – Lily, która kolekcjonuje miłostki, aby zwalczyć w sobie dziką zazdrość o męża – Patricka. Co się jednak stanie, jeśli w ich życiu nagle pojawi się tajemniczy Salim… Gaetan… Flavio… Jean Paulo… ?

Całości dopełnia neapolitański, dwudziestokilkuletni barman – Ottavio, student Akademii Sztuk Pięknych. Stojąc za barem, ukryty pod antresolą, gdzie przesiadują frapujące go cztery kobiety, wysłuchuje ich opowieści, które często go bulwersują, zaskakują, dzięki którym zdobywa niecodzienną edukację i poznaje życie współczesnych, dojrzałych i wyzwolonych kobiet. Dla niego te cztery kobiety są jak kawa… „A może mieszanką o różnym pochodzeniu, kulturze, historii i wrażliwości; melanżem ciał i aromatów, takim, z którego można było zrobić najlepszą kawę?”Niejednokrotnie porównuje je do swojej neapolitańskiej narzeczonej – Carmeli, która jest absolutnym przeciwieństwem naszych bohaterek. „Rozdźwięk między dawnymi wartościami a tymi, z którymi tu się zetknąłem, stawał się nie do zniesienia”. Ottavio zaczyna doceniać wartości, które może odnaleźć w Carmeli – cnotliwość i życie wg tradycji.

Atmosferę tej współczesnej paryskiej opowieści przenika woń świeżo parzonej kawy. Dzięki Ottavio poznajemy jej historię a także różnorodność podawanych kaw – od niezrównanego frappuccino do najlepszego w Paryżu espresso ristrettissimo. Tytułowe cappuccino nadaje tło wszystkim opowieściom naszych paryżanek…

„A może działał czar miejsca? Może kawa? A może wszystko razem? Byłem przekonany, że kawa była tym naczyniem, w którym gotowały się umysły, bez względu na to, jakie składniki dodawały do niej cztery kobiety na antresoli.Kofeina miała moc ożywiania umysłów, podnosiła poziom adrenaliny i dopaminy, rozbudzała intelekt i chęć przebywania ze sobą, a także poczucie humoru nawet u ludzi najbardziej zamkniętych we własnej skorupie”.

„Cappuccino” to z całą pewnością, oprócz zwyczajnej książki o tematyce kobiecej, powieść psychologiczna, dotykająca wielu tematów tabu, odsłaniająca przed czytelnikiem wiele prawd o miłości, naturze kobiecej, jak i ogólnie rzecz ujmując – ludzkiej. Naszpikowana jest sporą ilością prawd, z którymi sama mogę się niekiedy z czystym sumieniem utożsamić. Bo czy nie przyznamy racji czytając takie słowa jak:

„Nieustannie poszukujemy księcia z bajki, by przybył i uwolnił nas od nas samych; od braku zaufania do siebie, od dziwnych niepokojów, od głębokiej niepewności, od braku satysfakcji i pustki, którą może wypełnić tylko coś nadzwyczajnego.”

albo…

„Wspólną słabością nas, kobiet, jest potrzeba ciągłej uwagi i nieustających zapewnień. Kiedy widzimy iskierkę zainteresowania w spojrzeniu mężczyzny, jesteśmy natychmiast gotowe go adorować. Nie dla niego samego, ale właśnie dla tego spojrzenia. Jakby tylko on mógł nas rozpalić lub zgasić. Jakbyśmy same nie potrafiły świecić wewnętrznym, niezależnym światłem. A gdy dostrzegamy coś niepokojącego w oczach mężczyzny, natychmiast rezygnujemy, wysiadamy jak z pociągu. I bezbronne, za to z bagażem, i same stoimy na peronie…”.

Cytatów tego typu można znaleźć naprawdę dużo.

Dlaczego więc oceniam książkę zaledwie na 3/6? Okładka jest chyba najmilszym akcentem z książki, daje nam nadzieję, na coś przyjemnego. Patrząc na ukazaną w oddali wieżę Eiffla od razu wyobraziłam sobie własną podróż do Paryża i spacer paryskimi uliczkami. Następnie to, jak wstępuję do jakiejś zacisznej kawiarenki, gdzie będę mogła spokojnie zasiąść przy filiżance pysznego cappuccino. Jednak szczerze powiedziawszy spodziewałam się po niej czegoś więcej. Niezupełnie zainteresowały mnie historyjki opowiadane przez paryżanki, które niekiedy były dość obsceniczne, wulgarne – co mi akurat nie przypadło do gustu, a wręcz taki ordynarny język przeszkadzał podczas czytania. Czasami przydługie wspomnienia Ottavio dotyczące tradycji parzenia kawy, jej pochodzenia, również nie umilały mi czytania, gdyż mnie to w ogóle nie interesowało w danym momencie a wręcz przerywało tok wydarzeń z życia przedstawionych w powieści kobiet. Kilka razy miałam ochotę odłożyć w ogóle tę książkę na półkę i więcej do niej nie wracać. Wszystko to złożyło się na końcową ocenę. Gdybym wiedziała to wszystko, co wiem obecnie na jej temat, drugim razem w ogóle nie sięgnęłabym jej z półki.

Mariella Righini

Francuska pisarka. Redaktor naczelna „Nouvel Observateur”.
Autorka wielu poetyzujących powieści.

EDIT/30.03.2012r serwis nakanapie.pl

8 komentarzy

  • tetiisheri 21 marca 2012 at 21:02

    Tytuł kojarzy mi się bardzo przyjemnie, i na tym chyba pozostanie. Pozdrawiam.

    Reply
  • Marcepankowa 21 marca 2012 at 21:57

    Moja wypowiedź pokrywa się z e słowami tetiisheri 🙂

    Reply
  • Magda 22 marca 2012 at 23:52

    a ja może dam szansę tej książce, okładka bardzo pozytywnie mi się kojarzy 🙂

    Reply
  • deliratio 19 kwietnia 2013 at 09:11

    mam, czytalam:) ksiazka obyczajowa, malo ambitna, ale z taka pewna nuta nostalgii… Mozna przy niej zamyslic sie na chwile… Przyjemna mimo wszystko:)

    Reply
    • Miłośniczka Książek 19 kwietnia 2013 at 11:21

      Tak, to prawda 🙂 Ale w tamtym czasie, kiedy ją czytałam, czegoś mi jednak w niej brakowało 🙂

      Reply
  • Natasha92 28 września 2013 at 11:55

    Gratulacje! 🙂 Po książkę raczej nie sięgnę, nie intryguje mnie aż zanadto, a Twoja recenzja uwierdza mnie w przekonaniu, że raczej nie warto 🙂

    Reply
  • Magia słowa 30 września 2015 at 19:31

    Z początku wydawało mi się, że będzie milszą lekturą, jednak pod koniec mnie zniechęciłaś. Raczej nie sięgnę.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 30 września 2015 at 19:39

      Jeju jak ja dawno czytałam tę książkę 😀 Nie mam jej już w swojej biblioteczce. Przeciętnych lektur nie warto trzymać 🙂

      Reply

Leave a Comment