26. "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele" – Małgorzata Warda



Dziewczynka któa widziałaWydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2012r
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-7839-034-3
Ilość stron: 320
Półka: pożyczone

Z autorką książki – Małgorzatą Wardą – nie miałam do tej pory żadnej styczności. Pani Warda to iście artystyczna dusza. Jest pisarką, malarką, rzeźbiarką… absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Jest urodzoną gdańszczanką. Wspólnie z malarzem, Marcinem Kędzierskim, współtworzy artystyczną Grupę Miejską. Poza tym jest autorką kilku tekstów do piosenek zespołu Farba. Zadebiutowała w 2004 roku „Bajką o laleczce” w zbiorze „Wesołe historie” wydawnictwa Wilga. Prawdziwy prozatorski debiut to książka „Dłonie” wydana w 2005 roku przez wydawnictwo Ligatura.  Do tej pory wydała kilka powieści, m.in.: „Ominąć Paryż”, „Środek lata”, „Nikt nie widział, nikt nie słyszał”, „Czarodziejka”, „Nie ma powodu, by płakać”. Dwa z jej opowiadań znalazły się w bestsellerowych zbiorach: „Opowiadania letnie” oraz „Opowiadania szkolne.” Najnowszą powieścią autorki jest książka „Dziewczynka, która widziała zbyt wiele”, wydana w tym roku nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. I właśnie tę książkę miałam okazję ostatnio przeczytać. Jakie są moje wrażenia po zakończonej lekturze? O tym za chwilę…

„Jak wiele można poświęcić dla ukochanej osoby?”

Aaron i Ania Budzisz są dla siebie całym światem. Matka – Cecylia Budzisz, po utracie męża popada w głęboką depresję, zagłuszając rzeczywistość kolejnymi dawkami leków. Przez stale pogarszający się stan pani Budzisz dom, który za czasów życia ojca rodzeństwa był pięknym miejscem, wypełnionym antycznymi meblami i sztuką, teraz popada w totalną ruinę. Kiedy staje się jasne, że matka nie jest w stanie zapewnić dzieciom odpowiedniej opieki, rodzeństwo trafia pod dach ciotki Gabrysi oraz jej chłopaka – Andrzeja. Wydawałoby się, że w końcu trafili do miejsca, gdzie otoczeni zostaną miłością oraz gdzie będą mogli spokojnie dorastać. Nic bardziej mylnego… Nowy dom zamienia się w miejsce prawdziwej, dramatycznej walki, w miejsce wypełnione przemocą. Kto zdoła ochronić Aarona i Anię przed koszmarem, jaki rozgrywa się w ich nowym domu? Czy bratu Ani – Aaronowi, uda się dostatecznie ochronić siostrę? I co takiego wydarzyło się w zamkniętym pokoju, co położyło się wielkim cieniem na psychice rodzeństwa? Sięgnijcie po książkę – tam znajdziecie na wszystko odpowiedzi!

Zachęcona wieloma pozytywnymi recenzjami, które czytałam na temat tej książki, bardzo się cieszyłam, że udało mi się ją zdobyć i móc samej przekonać się o tym, co takiego w niej jest, że tak bardzo poruszyła nie jednego czytelnika. Zasiadłam do lektury i przeczytałam ją w ciągu jednego popołudnia. I teraz mam prawdziwy problem, co takiego mam właściwie o tej książce napisać… Jak ją ocenić…

„Czasem dzieje się coś złego, co z różnych przyczyn nie wychodzi na jaw. Mijają lata i nikt się o tym nie dowiaduje. Ale potem wystarczy coś zwykłego. Drobiazg. […] I przeszłość wraca.”
Książka porusza z całą pewnością bardzo ważny problem, który niejednokrotnie wielu z nas woli przemilczeć. Mówię tu o przemocy w rodzinie. Dla wielu ludzi jest to nadal temat tabu, którego woleliby w ogóle nie poruszać. Wielu z nas z całą pewnością doświadczyło na własnej skórze, czym może być przemoc w rodzinie. Nie twierdzę, że każdy z Was zna problem z autopsji. Bynajmniej. Jednakże jestem przekonana, że wiecie o niej sporo z opowieści znajomych, z literatury, telewizji, a może nawet widzicie ją u własnych sąsiadów. Z pewnością nie jest to temat, o którym łatwo się rozmawia. Często nawet ofiary przemocy nie mówią o tym, nie zgłaszają tego do odpowiednich placówek, które mogłyby im udzielić pomocy. Wolą przemilczeć… ze strachu? ze wstydu? Każdy powód jest dobry. Poza tym sama procedura, kiedy już zdecydujesz się nagłośnić problem, jest na tyle upokarzająca, że zniechęca ofiarę do stawienia temu wszystkiemu czoła. Właśnie o tym pisze autorka powieści – o dramacie przemocy pod rodzinnym dachem. I o tym, że problem się bagatelizuje… udaje się, że przecież nic złego się tak właściwie w ich domu nie dzieje…
„Uświadom sobie, że to nie był żaden koniec świata! Ludziom dzieją się gorsze rzeczy! Rozumiesz?! Nie stało się nic wyjątkowego!”

Głównymi bohaterami książki jest rodzeństwo Budzisz – Aaron i Ania. Poznajemy ich, kiedy Ania ma lat trzynaście i dowiadujemy się, że jej brat jest od niej starszy o trzy i pół roku. Autorka dostarcza nam trochę wiadomości o każdym z bohaterów, dzięki czemu wiemy np, że Ania jest osobą samotną, bez przyjaciół, której w szkole dokucza się – choć tak właściwie nikt jej nie zna… O ile postać Aarona wywołała u mnie sympatię, wzbudzała uzasadnione współczucie, o tyle zupełnie nie przypadła mi do gustu jego siostra. Przez chaotyczność opowiadanej historii i samą postawę głównej bohaterki, Ania wydaje się nijaka, na każdym etapie dorastania jest taka sama, co bardzo mnie denerwowało. O ile w jej bracie z biegiem lat widać było zmiany w jego postawie, psychice, o tyle Ania zatrzymała się na jakimś etapie, z którego prawie się nie ruszyła. Aaron to brat, którego sama chciałabym mieć, gdybym miała rodzeństwo. Taki brat to prawdziwy skarb. Jego postawa i starania o dobro siostry są godne pochwały, choć czasami sytuacja go męczyła i zwyczajnie przerastała – był przecież jedynie nastolatkiem… na którego spadła pełna odpowiedzialność za młodszą siostrę.

„W jego tekście siostra wydawała się najważniejsza. Aaron nakreślił ją w kilku słowach, ale bardzo plastycznie. Była młodsza od brata i czuło się, że on ma tylko ją, że ogromnie mu na niej zależy, ale też, że dźwiga ją na plecach jak garb.”
 
Jeśli natomiast chodzi o samą historię… Z pewnością pomysł na książkę był bardzo dobry, bo warto głośno mówić o krzywdzie ludzkiej, zwłaszcza jeśli dotyka ona dzieci. Pomysł jednak nie wystarczył, żeby stworzyć jakieś wybitniejsze dzieło. Jak już wspomniałam powyżej, cała historia przedstawiona jest dość chaotycznie. Co rusz przenosimy się do wydarzeń z przeszłości, by za chwilę nieoczekiwanie znaleźć się w teraźniejszości, albo znów skoczyć gdzieś do przodu. Przez to wszystko czasem trudno jest się połapać, w jakim wieku obecnie są dzieci i o czym my właściwie teraz czytamy. Szkoda, wielka szkoda, bo mogła być z tego świetna książka, a tak… Sam problem przemocy pod rodzinnym dachem nie wystarczył, by stworzyć powieść, która głęboko zapadłaby mi w pamięć.
Książkę jednak warto przeczytać. Dobrze jest czytać powieści poruszające trudną tematykę, gdyż może z czasem dzięki temu sami będziemy bardziej otwarci na otaczające nas zło i będziemy w stanie powiedzieć „nie!”, jeśli zetkniemy się z czymś podobnym. Nie jest to jednakże powieść, która wbije nas w fotel, porazi treścią, która zapadnie nam głęboko w pamięci. Po prostu dobra książka na wolny wieczór, ale niestety nic poza tym.
Moja ocena: 4/6
 
 

0Shares